Nie umiem słowami opisać miłości jaką darzę ten kraj. Co roku w okolicach czerwca zaczynam całym swoim ciałem i wszystkimi zmysłami odczuwać Węgry.
Czuję zapach świeżego, wyjątkowego węgierskiego chleba, który jem co rano...
Na ciele czuję wodę z gorących basenów.
Czuję masaż na ciele z bąbelkowych basenowych łóżek.
Słyszę klakson roweru dla 4 osób, który można wynająć i pojeździć między domkami.
Słyszę jak mój wujek słodko mówi po polsku "nie wiem", a ciocia wyrzuca z siebie 100 węgierskich słów na sekundę.
Raduję się na myśl o 42 stopniach w cieniu,niesamowicie upierdliwych komarach i 10-cio kilogramowych arbuzie.
Wiem, że to nie ma nic wspólnego z modą, ale Węgry to jedyna "rzecz", którą kocham bardziej od butów czy ciuchów.
Raczej wezmę tam mało ciuchów i to takich, które będę zarzucać na strój kąpielowy, ale postaram się zrobić jakieś dobre zdjęcia i je tu wrzucić. W tym roku mam lepszy aparat i jadę z narzeczonym ( co jest spełnieniem moich marzeń )więc mój zapał do np. robienia zdjęć będzie milion razy większy:) No i prawdopodobnie będe opalona na czekoladkę ( proszę o skromne modlitwy o piękną pogodę)
A teraz modowo: To jeden z moim ulubionych zestawów gdy za oknem jest 27/28 stopni. Jasny, wygodny i przewiewny.
top (anchors) : Atmosphere | shorts: Levis | necklace: my mom | shoes: Deichman


